Andrew Tate czy Bruce Lipton (siła vs moc)
Ostatnio trochę myślałem o różnych podejściach w życiu.
Adrew Tate – siła i konkurencja
Jednym z nich jest Andrew Tate, nazwałbym to podejście totalną ewolucją gdzie najlepszy/silniejszy/szybciej przystosowujący się wygrywa. Zasady są proste, tj. codziennie:
- idź na siłownię i trenuj na 100%
- pracuj 12h dziennie, ale pracuj, nie fb/tiktok/etc. tylko praca w skupieniu (tj. tylko praca w czasie pracy). Ta praca ma być mądra. Nie bądź leniem, który po roku takiej pracy wciąż nic nie zarabia, ale jest z siebie dumny, że pracuje. To (idąc za filozofią Tata) głupota/lenistwo. Pracuj zarówno mądrze jak i ciężko, a jeśli masz wybierać to pracuj mądrze.
- jedzenie w oknie żywieniowym trwającym 1h
Podejście to zakłada, że świat to dżungla. Konkurujesz ze wszystkimi o wszystko (inni też chcą ten samochód, mieszkanie, dziewczynę/chłopaka). Chcesz wygrać? Bądź najlepszy.
Bruce Lipton – moc kreacji
Jest też inne podejście np. Bruce Lipton, podejście Nieba na Ziemi. Jak rozumiem chodzi w nim o spokojne płynięcie przez życie. Dużo medytacji, zastanawiania się co warto robić i to robić. Z naciskiem na kooperację, a nie konkurencję. Komórki twojego ciała (jest ich bardzo dużo) pięknie współpracują w harmonii abyś żył. Każda ma swoje malutkie zadanie. Społeczeństwo to też takie komórki, tu nie chodzi o konkurencję w społeczeństwie a współpracę! Jedna osoba robi buty, inna robi chodnik a jeszcze inna chleb.
Jeśli chodzi o Bruca Liptona, to zakładam, że jego zasady byłyby:
- codzienna medytacja
- czytanie książek i wdrażanie w życie
- widzisz w sobie wadę? Postaraj się to zmienić tj. obserwuj i zmieniaj negatywne myśli/przekonania jakie przychodzą Ci do głowy
- przeżywaj swoje emocje, zastanów się co chcą Ci powiedzieć / jakim są drogowskazem
- porównuj się, ale do siebie z wczoraj. Do innych się nie porównuj. Każdy ma inną drogę, zaczynał gdzie indziej
Hybryda – siła i moc idące w parze
Moim zdaniem te podejścia są zupełnie różne i jednocześnie … nie są sprzeczne. One się uzupełniają. To jak jing / jang, energia męska i żeńska. Dwie strony tej samej monety.
Wydaje się, że w życiu najlepiej:
- obrać jedną z tych dróg i być w niej bardzo dobrym*
- być wystarczająco dobrym (pareto) w obydwu na raz
Najgorzej zrezygnować z obu. Np. stwierdzić, że świat to dżungla, ALE nie będę w ogóle uczestniczył w tym wyścigu, wszystko jest źle i trudno. Tak się nigdzie nie dojdzie.
Tytuł wpisu nie jest przypadkowy, jest to tytuł książki Davida Hawkinsa w którym mówi o poziomach świadomości. Coś w tym jest. Myślę, że Tate świetnie sobie zdaje z tego sprawę. Jednocześnie jest bardzo dobrym nauczycielem aby wyrwać jak najwięcej osób z poziomu np. 80 na 200.
*Droga współpracy będzie mniej naturalna dla mężczyzn, droga konkurencji będzie trudniejsza dla kobiet.
Dodaj komentarz